Działo się to dawno , dawno temu.
Wiejską drogą jechała na przejażdżkę pani bogata, piękna i dumna.
Tuż przed wioską zastąpił jej drogę stary Jędrzej, chłop w połatanej sukmanie, szarej jak pień przydrożnej topoli. Do nóg jej się nisko skłonił i prosi:
– Miłościwa pani, stodoła mi spłonęła, użyczże mi ziarna na siew, bo inaczej z głodu umrzeć przyjdzie…
Pani niecierpliwie targnęła wodze wierzchowca.
– Czy to ja burzę na twoją stodołę nasłałam? Ruszaj stąd i nie zagradzaj mi drogi!
Jeszcze niżej chłop się skłonił. Chwycił garść ziemi i mówi:
-Zmiłuj się dostojna pani! Dopomóż biednemu. W twoich spichrzach więcej zboża niż piasku na drodze. Daj mi choć trochę, choćby tyle, co w mojej garści tej ziemi, która ziarna woła, bo czas najwyższy siać.
Uśmiechnęła się pani złośliwie.
– Ziemia woła powiadasz? Ano, jak to wołanie usłyszę, wtedy może znajdzie się ziarno.
Pochylił Jędrzej  głowę na te okrutne słowa. Do serca, które mu omal nie pękło od żalu, garstkę ziemi przycisnął.
– Nie obsieję cię, ziemio-żywicielko. Nic nie wzruszy serca twardszego niż kamień!
Aż tu czuje Jędrzej, że garstka ziemi, co ją w ręku trzymał, miękka się jakaś staje i jakby ciepła, że się lekko, lekuśko porusza… Zdumiał się wielce i dłoń otworzył.
Cóż to? Z jego spracowanej garści wyfrunął ptaszek. Maluśki ,szary jak grudka ziemi. Poszybował prosto w obłoki. Ledwie go można było dojrzeć na słonecznym niebie. I nagle spod obłoków rozległa się pieśń, jakiej dotąd jeszcze nikt nie słyszał. Pieśń szerokich pól i słońca, pieśń ziemi czekającej siewu.
Zasłuchała się w tę melodię dumna pani. Zły uśmiech zniknął z jej twarzy.
– Chodź ze mną, gospodarzu – rzekła cichym głosem – dostaniesz ziarna, ile tylko zechcesz.

Skowronek, fot Cezary Korkosz